Miara sukcesu employer brandingowego

Miara sukcesu employer brandingowego

Co jest miarą sukcesu employer brandingowego? 

Ostatnio spotkałam się z szefami działów HR i poruszyliśmy ciekawy wątek. Tak wiele firm prowadzi lub zamierza wdrożyć programy employer brandingowe, ale czy menedżerowie wiedzą co ma być miarą sukcesu. Jakie są spodziewane efekty działań employer brandingowych?

Najczęściej wymienia się trzy spodziewane efekty, takie jak:

  • szybszy i tańszy proces rekrutacji,
  • zmniejszenie rotacji,
  • wzrost zaangażowania

A jak firma dzięki działaniom employer brandingowym nie będzie miała problemów z rekrutacją nowych pracowników, nie będzie też osób, które będą chciały opuścić firmę a zaangażowanie pracowników będzie na wysokim poziomie, to co dalej. Czy to będzie oznaczało, że można zaprzestać prowadzić działania employer brandingowe?

Dlatego uważam, że coś jest nie tak, jeśli firmy nie są w stanie szybko i konkretnie wskazać, co faktycznie będzie miarą sukcesu działań employer brandingowych. Ponieważ celem jest coś innego. Celem jest zbudowanie takiego zespołu ludzi, który sprawi, że firma odniesie z tego korzyści. Wyżej wymienione spodziewane efekty są jedynie celami przejściowymi, operacyjnymi.

Wysoko sobie cenię rozmowy z menedżerami. Ale nie znam żadnego marketera, który mając pod swoją opieką silną markę produktów kiedykolwiek powiedziałby, że już nie ma nic do roboty.

Jaka byłaby odpowiedź marketera, gdybym zadała mu pytanie – co będzie miarą sukcesu marketingowego?

Z pewnością mój rozmówca wskazałby, że równie trudne zadanie, o ile nie trudniejsze to utrzymanie pozycji marki na rynku.

Ten mój dość prowokacyjny wpis ma na celu zwrócenie uwagi, by nie skupiać się tylko na rezultatach operacyjnych, ponieważ to trochę za mało. Cele operacyjne, czyli te związane z rekrutacją i tak ciągle się zmieniają . Raz takim celem będzie wzrost liczby aplikacji na dane stanowisko, potem pozyskanie jakichkolwiek aplikacji do firmy, która nie oferuje konkurencyjnych wynagrodzeń (czyli wynagrodzenia poniżej średniej rynkowej), a może skrócenie czasu rekrutacji czy kosztów rekrutacji.

Nie piszę, że te cele są złe, ale są niewystarczające. A co będzie celem employer brandingowym kiedy już nie będzie problemu z rekrutacją?

Wróćmy zatem do istoty marki pracodawcy. Po co się ją tworzy? By wyróżnić trwale pracodawcę na rynku pracy i by zbudować zespół właściwych ludzi. Nie łudźmy się, że celem pracodawców jest troska o pracowników. To środek do osiągnięcia celu. Bycie przyzwoitym pracodawcą jest koniecznością, ale celem pracodawców – firm komercyjnych jest rozwój firmy lub utrzymanie pozycji lidera oraz wypracowanie zysku w dłuższym okresie. Dziś pracodawcy już wiedzą (wiedzą to od lat 80. XX wieku), że osiągnięcie celów komercyjnych czyli osiągnięcie sukcesu biznesowego jest możliwe dzięki temu, że firmę tworzą zdolni, wyjątkowi, odpowiedzialni i ambitni ludzie, którzy chcą w danej firmie pracować z dumą i z pasją. I to jest miarą sukcesu employer brandingowego.

 

Warto dbać o własną stronę internetową pracodawcy

Warto dbać o własną stronę internetową pracodawcy

Warto dbać o stronę internetową pracodawcy

Są co najmniej trzy powody, dla których warto dbać o własną stronę internetową pracodawcy. I nie mam tu na myśli jedynie zakładki kariera.

 

Warto dbać o własną stronę internetową pracodawcy, ponieważ własna strona internetowa to strona nad którą pracodawca ma 100-procentową kontrolę.

Wszystkie publikowane treści, jak i zdjęcia czy media (podcast, filmy wideo) są akceptowane przez pracodawcę. Ponadto szablon strony zazwyczaj jest zgodny z książką marki (tzw. brand manual), czyli jest w kolorystyce marki, typografii.

Strona internetowa to wizytówka firmy przekazująca najważniejsze treści. Powinna odpowiedzieć na pytania – kim jest firma, czym się zajmuje, gdzie jest jej siedziba główna i oddziały terenowe, kim są ludzie w niej pracujący oraz jakimi zasadami dana firma kieruje się.

Najlepiej takie treści oddają zdjęcia i filmy wideo. By jeszcze lepiej zbudować wizerunek firmy – warto publikować tylko zdjęcia i filmy przedstawicieli firmy, a nie zdjęcia z banku zdjęć. I co najważniejsze trzeba ją aktualizować.

 

Od kilku lat sporo mówi się na temat tzw. content marketingu.

Treści publikowane w internecie są analizowane przez wyszukiwarki, w tym przede wszystkim Google. Te najbardziej popularne są najszybciej prezentowane internaucie po wpisaniu hasła wyszukiwania. Dlatego warto zadbać o to, by przestrzegać zasad jak najlepszego pozycjonowania danej witryny w internecie. Mówię o ruchu organicznym, który oparty jest na atrakcyjności treści prezentowanych na stronach internetowych. Dziś już sporo wiemy na ten temat. Treści uwzględniające tzw. słowa kluczowe (charakterystyczne dla danej firmy) warto publikować regularnie, dołączać linki wewnętrzne, zdjęcia.

 

Wysiłki te mają bezpośredni wpływ na kształtowanie opinii na temat danego pracodawcy w internecie.

Dlatego zawsze warto dbać o stronę internetowa pracodawcy. Najnowsze badanie CareerArc podaje, że aż 63 proc. osób poszukujących pracy kieruje się na stronę firmową pracodawcy, by poznać firmę i szczegóły oferty (czyli o 11 proc. więcej niż 2 lata temu).

Młodsi internauci (pokolenie Y) częściej i chętniej niż starsi (pokolenie X) weryfikują informacje o potencjalnym pracodawcy w internecie. Millenialsi (68 proc) znacznie częściej niż pokolenie X (56 proc) przeglądają profile pracodawcy w mediach społecznościowych. Co ciekawe, kobiety są znacznie bardziej krytyczne niż mężczyźni.

Millenialsi częściej niż starsi publikują negatywne komentarze na temat swoich doświadczeń z pracą / kontaktami z danym pracodawcą.

Polecam Waszej uwadze podsumowanie raportu CareerArc (po angielsku).

 

Poznaj zasady organicznego pozycjonowania strony internetowej – czyli SEO. 

Kim jest specjalista employer brandingu?

Kim jest specjalista ds. employer brandingu?

Od kilku lat piszę na temat brandingu, ale stosunkowo rzadko poruszam temat specjalisty employer brandingu. Nadszedł czas, by szerzej go omówić.

 

Od czego zależy rola i zakres działań specjalisty employer brandingu?

Przede wszystkim od tego jakie są oczekiwania zarządu w zakresie budowania marki i wizerunku pracodawcy. Jeśli szefom firmy zależy na silnej i rozpoznawalnej marce to zakres obowiązków i oczekiwań w stosunku do tej osoby będzie bardzo szeroki. Może zdarzyć się i tak, że wówczas zadania te trzeba będzie powierzyć grupie osób, a nie jednemu specjaliście. W takim przypadku punktem wyjścia powinno być opracowanie strategii marki pracodawcy a następnie określenie które zadania, w jakiej kolejności będą realizowane.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku, gdy zarząd firmy zdaje sobie sprawę, że firma od lat cieszy się dobrą reputacją, działa na konkurencyjnych rynkach, czy to B2C czy B2B i czerpie korzyści z wyrazistej marki korporacyjnej. Czyż nie tak jest w przypadku najbardziej rozpoznawalnych firm z rankingu BrandZ? Czy w takim przypadku chodzi o kreowanie nowej marki? Absolutnie nie. W tym przypadku chodzi o pielęgnowanie już rozpoznawalnej marki korporacyjnej, która de facto jest też marką pracodawcy.

Jeszcze inaczej jest w sytuacji, w której szefowie firmy chcą osiągać tylko krótkotrwałe efekty, jak choćby szybko zrekrutować nowych pracowników. Im wcale nie chodzi o budowanie marki pracodawcy, trwałych relacji między pracodawcą a pracownikami, a jedynie o pozyskanie pracowników do wykonania jakiejś roboty. Trudno nawet mówić o budowaniu jakiegokolwiek wizerunku, ponieważ w takiej sytuacji chodzi tylko o szybką rekrutację. Z mojej praktyki wynika, że niestety bardzo wielu pracodawców tak właśnie postrzega employer branding.

 

Drugie ważne pytanie brzmi: czego oczekuje się od specjalisty employer brandingu?

Czy ma być partnerem dla zarządu, inicjować strategie i projekty, zastanawiać się jaka powinna być rola pracowników w budowaniu przyszłości firmy i reaiizacji celów biznesowych, czy ma być rzecznikiem pracowników i agentem zmian w relacjach między pracodawcą i pracownikiem. Jeśli tak, to czy te oczekiwania nie pokrywają się z postulatami D. Ulricha i jego wizją działu HR w XXI wieku? Czyż to nie pracownicy HR-u od lat badają opinie pracowników, weryfikują jak wartości i normy firmowe działają w praktyce i czy pracownicy starają się angażować w projekty firmowe.

A może zarząd jedynie oczekuje, by specjalista employer brandingu był tubą propagandową, sternikiem komunikacji wewnętrznej, organizatorem konkursów i akcji wewnętrznych, być może i akcji CSR-owych? By opracowywał gazetki wewnętrzne, aktualizował posty w intranecie, przygotowywał relacje (i robił zdjęcia) i dzielił się informacjami z innymi pracownikami.

 

Trzecie pytanie nasuwa się już samo: jaką wartość wnosi specjalista employer brandingu do firmy?

Wiele zależy od osobowości, wiedzy i doświadczenia, umiejętności współpracy i chęci działania. Ja to nazywam energią. Taka osoba wcale nie musi być głośnym ekstrawertykiem, który szybko się nudzi i szybko zapomina co i komu coś obiecał. Może być energetycznym introwertykiem z pasją odkrywania i tworzenia czegoś nowego. Ważne, by swoje inicjatywy doprowadzał do realizacji, ponieważ liczy się tylko taka zmiana, która faktycznie się dokonała. Z doświadczenia wiem, że wdrożenie każdego planu wymaga cierpliwości i mnóstwa przygotowań. Będąc dyrektorem marketingu w jednej z firm, nad wprowadzeniem nowej marki produktu pracowałam 2,5 roku! Tyle czasu zajęło całemu mojemu zespołowi przygotowanie konceptu, dostosowanie produktu do przepisów prawnych, testowanie opakowań i opracowanie planu wsparcia sprzedaży. Potem jeszcze kilka miesięcy zajęło nam wdrażanie planów w życie. Ale było warto!

Polecam wpis: 

Jak przekonać zarząd do działań employer brandingowych

Nowa filozofia komunikacji

Nowa filozofia komunikacji

Nowa filozofia komunikacji

Z tej drogi nie ma odwrotu. Od lat firmy, by przetrwać na rynku konkurują o klienta. I to się nie zmieni. Zmieni się natomiast filozofia obsługi klienta. Od systemu transakcyjnego do relacyjnego.

Zmiany zewnętrzne

Menedżerowie nie wiedzą i nie są w stanie przewidzieć co dokładnie nadejdzie. Zmiany technologiczne zaskakują i mają charakter destrukcyjnej innowacji. Planowanie działań według starego dobrego modelu pięciu sił Portera nie ma właściwie sensu, właśnie ze względu na szybkość i zasięg zmian.

Na co dzień doskonale to rozumieją firmy zaawansowanych technologii. A ich kultura organizacyjna to typowa adhokracja, w której przede wszystkim liczy się klient zewnętrzny. Każdy z każdym walczy o uwagę klienta, a w konsekwencji o przetrwanie swojego biznesu. Ta walka nie polega jednak na docenieniu produktów oferowanych po atrakcyjnych cenach, w wybranych kanałach sprzedaży, ale sedno walki skupia się na poziomie satysfakcji klienta zewnętrznego. Chodzi o efekt wow!

Zadowolony klient zewnętrzny jest wymagający i niestały. Stale podnosi poprzeczkę do góry. Żąda informacji w czasie rzeczywistym. Jeśli to dziś ma coś kupić (np. książkę), to i tak dziś to kupi. Większość firm-reklamodawców już to rozumie i wprowadza model marketingu w czasie rzeczywistym.

Zmiany wewnętrzne

Teraz pora na zmiany wewnętrzne. Słusznie Dave Ulrich ponad dekadę temu przewidział, że HR musi się zmienić i musi dostarczać wartość współpracując z innymi działami, być m.in. strategiem i agentem zmian. ten postulat jak nigdy wcześniej jest jak najbardziej na czasie.

Zatem także i wewnątrz organizacji zmienia się podejście do pracowników czyli klientów wewnętrznych. By mogli wykonywać swoje zadania, sami też będą oczekiwać, że organizacja stworzy system wsparcia. Będzie on składał się z jednej strony np. z map procesów, szeregu narzędzi, ale z drugiej z kultury organizacyjnej, w której naczelną zasadą będzie zapewnienie satysfakcji klienta zewnętrznego i wewnętrznego.

To być może będzie rewolucja. Ale tak być musi. Zorganizowanie systemu informacji zwrotnej w czasie rzeczywistym wewnątrz firmy jest koniecznością. Zastanawiam się czy jest to wyzwanie techniczne czy mentalne. I zdecydowanie postrzegam je w wymiarze zmiany mentalnej. Narzędzia wsparcia komunikacji wewnętrznej już są, droższe i tańsze.

Zmiany te muszą być zainicjowane jak najszybciej. Dlatego dobrze jest uwzględnić je w planach komunikacji, działań HR, czy planach employer brandingowych na 2018 rok. Jeśli nie wiesz jak to zrobić, służę pomocą. Organizuję szkolenia i kursy od lat i wspieram organizacje. Niedawno przygotowałam nowość – kurs online, który pozwala każdemu stać się samodzielnym strategiem, by być w stanie opracować strategię i plan działań employer brandingowych.

Employer branding zza biurka

Employer branding zza biurka

Employer branding zza biurka? 

O wyborze działań employer brandingowych decydują zazwyczaj HR-owcy w firmie. Biorą pod uwagę kilka czynników: wytyczne z planu / strategii employer brandingowej, raporty z badań opinii pracowników oraz rekomendacje konsultantów i agencji EB. Trudno jednakże planować działania adresowane do pracowników i kandydatów nie biorąc pod uwagę ich opinii.

Prawdą jest, że raporty z badań pracowników dostarczają mnóstwo informacji. Pokazują obszary do poprawy i te sygnały powinny być brane pod uwagę przy planowaniu działań employer brandingowych. Liczy się z jednej strony zmiana – na plus lub na minus, ale także ważność / intensywność zmiany. Raport otrzymuje klient – dział HR / zarząd, co jest oczywiste, ale jaką cząstkę wiedzy otrzymują pracownicy?

Rozmawiając z HR-owcami spotykam się z różnymi opiniami. Pierwsza to taka, że pracownicy dostają okrojone informacje – z reguły wybrane wnioski na spotkaniach pracowników z zarządem lub bezpośrednim przełożonym. Uzasadnieniem jest, że raport z reguły jest dość obszerny i nikt nie ma czasu wnikliwie tłumaczyć wszystkich szczegółów. Drugie podejście jest takie, że raport dostaje kadra menedżerska i to menedżerowie są zobowiązani do przekazania informacji swoim podwładnym na spotkaniach. Praktyka pokazuje, że informacje bieżące dominują nad prezentacjami wniosków z raportu, który jest traktowany po łebkach. Wreszcie trzecie podejście jest takie, by w ogóle nie pokazywać wniosków z raportów. Przecież pracownicy nie decydują o wyborze działań w firmie.

W rezultacie HR-owcy podejmują decyzje na temat działań, kampanii employer brandingowych, które niczego w firmie nie zmieniają i nie rozwiązują żadnych problemów, albo wręcz nasilają niezadowolenie pracowników. O braku wsparcia i zrozumienia celowości podejmowanych działań przez pracowników nie wspomnę.

Czy mam rację? Tak. Oto dwa ciekawe raporty, które warto przestudiować. Oba raporty pokazują jak bardzo mylą się HR-owcy, który nie słuchają swoich współpracowników. Pierwszy pochodzi z 2016 roku i został opracowany przez Bigram a dotyczy motywacji menedżerów (pisałam o tym wcześniej na blogu). Opinie HR-owców i menedżerów są diametralnie różne.

O drugim raporcie pisała Rzeczpospolita. Wciąż słyszę, że dla pracowników najważniejsze jest wynagrodzenie. Nikt tego nie kwestionuje, ale liczy się również sens wykonywanej pracy oraz poczucie własnej wartości. Wsłuchanie się w coraz głośniej wypowiadane potrzeby pracowników to konieczność, a nie widzimisię.

co sie liczy dla pracownikow -wizerunek-pracodawcy_com_plKonkluzja zawiera się w następującym fragmencie komunikatu z raportu: Aż 82 proc. pracowników chce też mieć poczucie sensu, celowości pracy i poczucie swojej wartości dla firmy. Tymczasem wielu z nich (więcej, niż sądzą pracodawcy) uważa, że są w pracy niedoceniani. Widać to szczególnie w Europie, gdzie powszechne jest zawyżone mniemanie firm co do odczuć załogi. Wśród pracowników tylko 42 proc. czuje się docenianych w pracy, a 56 proc. potrzebnych, Tymczasem 60 proc. pracodawców twierdzi, że ich ludzie czują się doceniani, a 68 proc. – że czują się potrzebni.

Takie oderwane od rzeczywistości, prowadzenie działań employer brandingowych, a przede wszystkich decydowanie o wyborze działań, bez wsłuchania się w pracowników i kandydatów nazywam „employer brandingiem zza biurka”. Każdy HR-owiec w firmie ma mnóstwo okazji do rozmów i obserwacji co szwankuje w firmie. Ale to wymaga wyjścia zza biurka. Czasami oznacza to spędzenie dnia z innymi pracownikami: handlowcami, księgowymi, pracownikami działu obsługi klienta czy pracownikami przy linii produkcyjnej. Każde takie spotkanie będzie owocować nową wiedzą, trzeba jednak mieć oczy i serce otwarte, nie szukać potwierdzenia stereotypów, ale patrzeć i dostrzec.

Dla tych, którzy wciąż są sceptykami polecam w jesienno-zimowe wieczory obejrzenie cyklu dokumentów pod roboczym tytułem Kryptonim Szef. Filmy takie są dostępne online i pokazują drugą perspektywę, perspektywę pracowników, a nie menedżerów w biurze.

Szefów firm, menedżerów zawsze dzielę na trzy grupy.

  • Pierwsza to liderzy-wizjonerzy, który wciąż uczą się czegoś nowego i zauważają szybko, że świat się zmienia. To ci, którzy z wyprzedzeniem zadają sobie pytanie – jak otoczenie zewnętrzne i wewnętrzne zmieni naszą pracę i organizację. Przyznaję, że takich jest niewielu.
  • Druga grupa to pragmatycy. Podejmują decyzje o zmianach, kiedy oceniają, że ryzyko bierności jest zbyt wysokie. Takich jest coraz więcej.
  • Ale niestety najwięcej jest tych, którzy uważają, że wprawdzie świat się zmienia, ale moja branża i moja firma jeszcze nie jest objęta tymi zmianami. Takich menedżerów jest blisko 50 proc. To ci są najbardziej zaskoczeni tym, że pojawiają się trudności z rekrutacją nowych pracowników i tym, że pracownicy odchodzą z firmy, która przecież ma się świetnie i odnosi sukcesy rynkowe.