fbpx

W procesie budowania marki pracodawcy wszystko ma znaczenie. To proces, w efekcie którego to pracownicy i kandydaci oraz alumni decydują, czy dana organizacja stała się marką, czy jest raczej  jedną z wielu firm prowadzących działalność.

I właśnie o tym mówi książka „Małe wielkie sprawy”, której autorem jest Tom Peters. To książka, do której warto wracać stale, brać ją w każdą podróż służbową i czerpać inspirację.

Kiedy mówię, że wszystko ma znaczenie w procesie kształtowania marki, to napotykam trudność – o czym jeszcze warto wspomnieć. Skupiamy się z reguły na kwestiach rekrutacji czy wdrażania, analizując krok po kroku sytuacje, zastanawiając się co kandydaci o nas myślą, jakie mają odczucia i skojarzenia i czy to dla nas jest dobre, czy też nie.

A tymczasem jest znacznie więcej detali, które mogą wpływać na postrzeganie pracodawcy. Tom Peters podaje aż 163 sposoby osiągania doskonałości w biznesie, a my możemy zamienić je na ponad 100 sposobów oceniania pracodawcy (bardziej oceniania doświadczenia kandydata stykającego się z pracodawcą).

Wymienię kilka z nich. Czy czystość toalet ma znaczenie i może zadecydować o przyjęciu lub odrzuceniu oferty pracy? Jak najbardziej – i tu wcale nie chodzi tylko o czystość, ale i ergonomiczność, a nawet estetykę. Czy kwiaty w biurach mają znaczenie? Czy doceniamy potegę obdarowywania innych kwiatami jako dowód uznania, sympatii? Czy mamy obsesję na punkcie jakości? By wszystko robić tak dobrze, jak to tylko jest możliwe. Czy jesteśmy uprzejmi i cenimy uprzejmość u innych? Czy traktujemy biznes osobiście, czy też raczej powtarzamy, ze biznes to nic osobistego. Czy wiesz to co prężność w biznesie i jaki ma związek z funkcjonowaniem firmy? Czy zdajesz sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy sprzedawcami? Czy znamy potegę słów – choćby dziękuję i przepraszam?

Jako, że na tym blogu piszę o marce pracodawcy, cieszę się, że mogę również zarekomendować dobre książki.

Zgadzam się z Tomem Petersem, że kształtowanie marki to zajęcie na cały etat i dla wszystkich ludzi w firmie. To nie tylko zajęcie dorywcze dla prezesów, założycieli, którzy wspierają działania HR-owców, PR-owców i marketerów. Każda osoba, która pracuje w danej firmie daje świadectwo na temat swojego pracodawcy.

Nie jestem zwolenniczką sztucznego kreowania reputacji. W każdej firmie zdarzają się chwile dumy i chwile słabości (by nie napisać porażek). Ale należy zdawać sobie sprawę z tego, że wszystko ma znaczenie. Kandydat jest wyczulony na informacje o nowych, potencjalnych pracodawcach – jemu / jej przychodzi to naturalnie, ponieważ wszystko jest nowe. Ze skrawków informacji, gestów, symboli, komentarzy, z własnych doświadczeń i oceny zachowań pracowników składa sobie obraz pracodawcy.

Nie kreujmy sztuczności, lepiej odkrywajmy naturalność, autentyczność – niepowtarzalność, ale tę dobrą, ujmującą, pozytywnie zaskakującą.

Książka „Małe wielkie sprawy” z pewnością powinna być lektura obowiązkową każdego menedżera. Polecam!