Czy chciałbyś pracować z Mirandą Prestley? Co obiecuje Miranda i czego oczekuje?

Czy chciałbyś pracować z Mirandą Prestley? Co obiecuje Miranda i czego oczekuje?

Czy chciałabyś pracować z Mirandą Prestley?

Cieszący się dużą popularnością film „Diabeł ubiera się u Prady” z niezapomnianą rolą Meryl Streep (jako Miranda Prestley) to dobra okazja, aby zastanowić się dlaczego byli, są i będą szefowie tacy jak Miranda i na dodatek zawsze znajdą się kandydaci do pracy na stanowisko jej asystentki.

 

Co takiego jest magicznego, co przyciąga do pracy kandydatów. Czy jest to renoma najbardziej wpływowego miesięcznika w świecie mody? A może fakt posiadania niekwestionowanej władzy w świecie mody, Miranda Prestley na łamach swojego miesięcznika kształtuje gusty milionów konsumentów i decyduje o losie i pozycji projektantów mody.

Bycie asystentem tak wpływowej osoby wiążę się z władzą, jaką jest bycie w kręgu najważniejszych osób na świecie. A może jednak chodzi o pozafinansowe dodatki w postaci najbardziej pożądanych ubrań i akcesoriów, które są przesyłane do redakcji, a tam rozdzielane wśród pracowników, oczywiście według klucza ważności. A może po prostu liczy się pozycja w życiorysie, która otwiera drzwi do kolejnych pracodawców zainteresowanych zatrudnieniem doświadczonych i sprawdzonych w boju asystentów? A może dzisiejsza asystentka chce w przyszłości stworzyć własny biznes w świecie mody?

Jedno jest pewne. Praca asystentki wiążę się z korzyściami. Choć każdy kandydat inaczej te korzyści oceni.

Czy taka praca ma jakieś wady? Tak. Z pewnością wiąże się ze stresem. Wszystkie polecenia są do wykonania na już, a lakoniczność wypowiedzi szefowej niewątpliwie bardziej przypomina rozwiązywanie łamigłówek lub zgadywanie z fusów. Ponadto wszyscy boją się Mirandy, a jej pojawienie się na chodniku przed wejściem do budynku przekazywane jest wszystkim pracownikom jak alarm bojowy. Co ciekawe Miranda nie podnosi głosu, nie krzyczy, nie używa brzydkich słów, a jednak wszyscy się jej boją. Wystarczy grymas, świdrujące spojrzenie, niedopowiedziane zdanie – jednym słowem mowa ciała, by doskonale przekazać innym swoją opinię.

Będąc asystentką Mirandy trzeba mieć zawsze porządek na biurku, a najlepiej mieć jak najmniej rzeczy na biurku w ogóle. Nie może tam znaleźć się kubek z kawą i talerze z drugim śniadaniem, bo Miranda biurko asystentki traktuje jak szatnię. Wystarczy jedna lekcja, a każda asystentka wie, że porządek musi być.

Trzeba też pozbyć się jakichkolwiek złudzeń co do utrzymania równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Wynalazek taki jak telefon komórkowy to smycz, na której  przywiązana jest asystentka do swojej szefowej. A polecenia Mirandy dotyczą zarówno pracy (spotkania, telefony) jak i życia osobistego (kopia książki o Harrym Poterze dla córek Mirandy).

Skoro zatem praca asystentki Mirandy ma aż tak wiele wad, to dlaczego tak wiele kandydatek marzy o niej? Ponieważ otwiera drzwi do świata mody i każdy kto marzy, aby się w nim znaleźć (jako projektant, dziennikarz, fotograf, człowiek biznesu modowego) zrobi wszystko, aby z tej szansy skorzystać.

Ponieważ na tym blogu piszę o marce pracodawcy, spróbuję podsumować jak mógłby wyglądać  kontrakt psychologiczny tejże pracodawczyni.

Czego Miranda oczekuje od asystetki?

  • Wypełniania jej poleceń w sposób precyzyjny, na czas. Bycia dyspozycyjną non-stop, zapomnieć o własnym życiu prywatnym i własnych ambicjach
  • Asystentka powinna wykazywać się dużą motywację wewnętrzną do pracy w trudnych warunkach związanych ze stresem
  • Bycia w cieniu szefowej, nie inicjowania rozmów nie będąc pytaną

Co Miranda oferuje?

  • Pot, krew i łzy, czyli ciężką pracę każdego dnia, także w niedziele i w święta
  • Dostąpienie łaski przebywania z Mirandą
  • Benefity pozapłacowe, czyli najmodniejsze ubrania i akcesoria
  • Poznanie kto się liczy w branży modowej, zdobycie kontaktu do tych osób
  • Uczestnictwo w prestiżowych wydarzeniach świata mody, także zagranicznych
  • Szybką i skuteczną kurację odchudzającą, związaną z aktywnym trybem życia

Miranda nie jest wytworem wyobraźni  Lauren Weisberger, jej cząstkę widzę w kilku szefach i szefowych, z którymi pracowałam. To co jednak wyróżniało ich od Mirandy, niestety na niekorzyść,  to złośliwy i groźny dla otoczenia sposób obcowania, objawiający się krzykiem połączonym z tupaniem czy rzucaniem czym popadnie w rozmówcę (także segregatorami, nożyczkami). Wszystkim, którzy poszukują pracy lub już pracują życzę, aby na własne potrzeby zrobili tabelkę, i zastanowili się jak wygląda lub może wyglądać ich kontrakt psychologiczny.

Chcesz poznać inne firmy, które wprowadziły kulturę szacunku, współpracy polecam Twojej uwadze książki:

Szefie, zamiast w reklamę zainwestuj we właściwych ludzi

Szefie, zamiast w reklamę zainwestuj we właściwych ludzi

Szefie zamiast w reklamę zainwestuj we właściwych ludzi!

Firmy poznały już siłę reklamy. Chętnie inwestują w kampanie reklamowe, by z jednej strony najkorzystniej przedstawić ofertę produktów i usług, z drugiej przyciągnąć klientów.

Cóż z tego, że firmy wydają miliony na reklamę, gdy klient nie może dodzwonić się do ich firmy, bo nikt nie odbiera telefonu na centrali; nikt nie odpisuje na wiadomość przesłaną przez formularz kontaktowy lub wystawione produkty w sklepie nie są wprowadzone do systemu i nie można ich sprzedać. A przy tym wszystkim sprzedawcy zachowują się i mówią „ja tu tylko sprzątam”.

Niemożliwe? Jak najbardziej możliwe i niestety prawdziwe. Oto dwa przykłady z życia.

Klient próbuje umówić się na przegląd techniczny auta. Ponieważ auto jest jeszcze „na gwarancji”, przegląd powinien być przeprowadzony w autoryzowanej stacji obsługi (zwanej ASO). Auto japońskie, więc i wyobrażenie o obsłudze wysokie. Szybko jednak przekonuje się, że najpierw czeka na niego wyzwanie: dodzwonić się do stacji obsługi. Podany na stronie internetowej numer na centralę to automat zgłoszeniowy, który 5-6 razy powtarza komunikat „wszystkie linie są zajęte, prosimy oczekiwać”, a potem automatycznie zrywa połączenie. Opcja druga – kontakt na numer telefonu komórkowego doradcy klienta (Uwaga na nazwę stanowiska) – już po pierwszym sygnale włącza się poczta głosowa, klient zostawia wiadomość, potem wysyła SMS, i nikt nie oddzwania przez cały dzień. Dla pewności wysyła wiadomość przez formularz kontaktowy. Brak odpowiedzi. I w tej chwili klient zastanawia się dlaczego dał się skusić reklamie i kupił to cholerne japońskie auto! Bo wydatek ogromny, a klienta traktują jak zło konieczne!

Historia 2. Luty 2015, rynek walutowy przeżywa szok, kurs franka wariuje. Salony zegarmistrzowskie również. Wydają miliony na reklamę w pismach biznesowych i na portalach biznesowych, kusząc, że zbliżają się walentynki i zegarek to idealny prezent dla prawdziwego mężczyzny. Cóż z tego, zegarki na wystawach to jedynie eksponaty. Nie można ich kupić, gdyż … ceny nie są wprowadzone do systemu. A ekspedientki rozkładają ręce mówiąc „ceny ustala centrala firmy”. I znów klient się zastanawia, jak to możliwe, że sklep nie chce zarobić i sprzedać towar!

Zarówno w przypadku firmy samochodowej, jak i jubilerskiej mówimy o nakładach na reklamę liczonych w milionach złotych. Jak podają serwisy marketingowe, obie firmy w 2014 roku były w pierwszej piątce reklamodawców w swoich kategoriach. Zatem w głowie się nie mieści, że marketerzy wydają pieniądze i nie są w stanie zagwarantować minimalnego poziomu obsługi klienta! Obie firmy oferują tzw. dobra luksusowe, a w procesie sprzedaży przede wszystkim liczą się emocje i doświadczanie marki. 

Jestem pewna, że obie firmy korzystają z badań typu tajemniczy klient, które weryfikują poziom obsługi klienta. Obie też w pełni zależą od tego jak zachowa się pracownik tzw. pierwszego kontaktu – czy udzieli informacji, a jeśli nie jest w stanie tego zrobić, to czy wróci z informacją do klienta najszybciej jak to jest możliwe. Od tego zależy być albo nie być firmy na rynku.

Opisane sytuacje to przesłanki do zastanowienia się. To pierwszy krok budowania marki firmy przez swoich pracowników, a tym właśnie zajmuje się employer branding. Szefowie firmy powinni postawić sobie następujące pytania: czy są zadowoleni z poziomu obsługi klientów, czy to jak zachowują się ich pracownicy jest zgodne z ich wytycznymi i co ważniejsze, czy jest zgodne z obietnicami składanymi klientom przez zarząd? Cóż z tego, że reklama będzie stanowić pokaźny wydatek w budżecie firmy, skoro klienci są odstraszani już przy pierwszym kontakcie z firmą? To wyrzucone pieniądze, niepotrzebny wydatek. Szefowie nadszedł czas, by zastanowić się z KIM pracujecie, a nie tylko CO obiecuje w reklamach. Zdenerwowany i rozgoryczony klient to ostatnia rzecz, o której marzycie.

To o czym piszę to nic innego jako tzw. doświadczenie klienta. 

Dotrzymane obietnice – składane w reklamach – winny być dotrzymane. To wpływa i na wizerunek pracodawcy i na jego markę pracodawcy (wartości, dotrzymanie wizji.misji). 

 

1. Śniadanie Employer Brandingowe

1. Śniadanie Employer Brandingowe

  1. śniadanie Employer Brandingowe 

26 lutego 2015 roku w gościnnych progach agencji BOOM (ul. Zielna 39, XI piętro) odbyło się 1. Śniadanie Employer Brandingowe. Wzięło w nim udział 15 osób – zaproszeni goście – przedstawiciele działów HR wiodących firm w Polsce i gospodyni – Julita Dąbrowska. Zastanawialiśmy się czy „Employer branding to moda czy konieczność” a inspiracją była niedawno wydana książka „Employer branding. Marka pracodawcy w praktyce”.

Dla wiodących firm w Polsce kwestia budowania zaufania do pracodawcy jest kluczowa, choć w toku dyskusji stało się jasne, że nie zawsze działania te określa się mianem employer brandingowych. Ponieważ pod tym pojęciem kryje się cały proces budowania marki pracodawcy, w organizacjach zadanie to realizuje kilka osób, nie tylko z działu HR, ale również Komunikacji, Marketingu. Na cały proces składają się różne działania, spośród których dwa wydają się być kluczowe. Pierwsze to przyciągnięcie odpowiednich kandydatów do pracy, a drugie to skuteczność działań komunikacyjnych wewnątrz firmy.

O tym jak ważna jest rekrutacja i selekcja napisano już setki książek i wygłoszono mnóstwo prezentacji. Ale temat ten jest wciąż ważny, szczególnie gdy w grę wchodzi zatrudnienie osób do działów technicznych (produkcji, obsługi produkcji), IT i sprzedaży. Zwrócono uwagę, że do dziś żadna uczelnia wyższa nie kształci sprzedawców, i nie chodzi tu tylko o przedstawicieli handlowych. Zatem skoro przygotowanie sprzedawców to inwestycja na lata, każdemu pracodawcy zależy na długoterminowej współpracy. Zawód ten wymaga specjalnych predyspozycji  od kandydata, a nie każda osoba sprawdzi się. Podobnie jest z pozyskaniem dobrego informatyka, spedytora, logistyka, kontrolera jakości.

Wnikliwej ocenie poddano sposoby rekrutacji (ale to temat na inny wpis). Niektóre z roku na rok są coraz mniej efektywne – jak targi kariery, które organizowane są tak często, przez tak wiele uczelni, w tak wielu miastach, że trudno wybrać te najlepsze, a żadna firma nie chce być obecna na każdych targach. Mija się to po prostu z celem. Natomiast coraz większą popularność zdobywają dni otwarte, warsztaty dla wybranych studentow organizowane przez firmy, dają przedsmak tego, jak wygląda praca na co dzień w danej organizacji. Co cieszy to fakt, że coraz więcej firm dokładnie analizuje skutecznośc i efektywność działań promocyjnych związanych z budowaniem marki pracodawcy. Jakkolwiek metody są dobierane indywidualnie.

Sporą część dyskusji poświęcono działaniom komunikacji zewnętrznej. Są bardzo istotne, gdyż na tej podstawie firmy budują swój wizerunek, o ile robią to naprawdę regularnie. W grę wchodzą rozwiązania marketingowe, jak i PR-owe, CSR-owe i sponsoringowe. Najtrudniej jest dbać o tzw. media własne, do których należy własna strona internetowa. Marketerzy – tu apel do was, o pomoc w przygotowywaniu ciekawych i systematycznych wpisów o pracodawcy.

Z drugiej strony zawsze warto dbać o obecnych pracowników. To jest już zadanie dla komunikacji wewnątrz firmy. Bez regularnych spotkań, wymiany informacji (góra-dół i dół-góra) nie ma mowy o budowaniu kultury szacunku i zaufania. Każdy pracownik ocenia pracodawcę z perspektywy relacji ze swoim bezpośrednim przełożonym. A ilu menedżerów naprawdę sprawdza się w tej roli (wrócę do tego niedługo).

Spotkanie potwierdziło, że temat employer brandingu jest bliski polskim HR-owcom. To co jeszcze bardziej cieszy to chęć wymiany doświadczeń, opinii wśród profesjonalistów. Temu służy m.in. corocznie organizowane Forum Employer Branding.

Budowanie marki pracodawcy to odpowiedź na wyzwania HR

Budowanie marki pracodawcy to odpowiedź na wyzwania HR

Marka pracodawcy budowana świadomie to odpowiedź na wyzwania HR

Biznes wymaga ciągłego rozwoju, a w centrum uwagi HR-owców jest troska o stworzenie zespołu, który wykona to zadanie najlepiej, lepiej niż konkurencja.

Ale każdego dnia pojawiają się nowe wyzwania i trzeba sobie z nimi radzić.

W ostatnich latach widać rosnące zainteresowanie 2 kwestiami:

  • zarządzaniem wiekiem oraz
  • popularyzacją idei HR business partneringu.

Aby im sprostać menedżerowie HR skupiają się już nie tylko na obecnych pracownikach i sprawach wewnętrznych, ale także na innych interesariuszach i sprawach zewnętrznych. Odpowiedzią może być podjęcie działań employer brandingowych, które mają na celu zbudowanie swoistej biznesowej więzi między pracownikami i pracodawcą.

Dlaczego zarządzanie wiekiem?

Statystyki są nieubłagane, jako społeczeństwo starzejemy się i będziemy pracować dłużej, aż do 65. roku życia. W 2020 roku w firmach będą pracować osoby reprezentujące 5 pokoleń. To duża różnorodność, ale i wyzwanie. Młodymi talentami będą już nie tylko osoby z niewielkim doświadczeniem, ale i 40- i 50-latkowie zdobywający nowe uprawnienia, kwalifikacje a także nowe zawody. Jak zatem sprawić, aby praca w danej firmie dawała profity i pracownikom i pracodawcy? Czego będą oczekiwać pracownicy?

Znalezienie odpowiedzi na te pytania nie będzie wcale łatwe. Trzeba wsłuchać się w to co mówią pracownicy.

Pomocne będą techniki marketingowe ułatwiające zdobywanie niezbędnych informacji – jak badania wśród pracowników i kandydatów, badania na temat trendów, zmian postaw czy dobrze znane badania desk research – dostarczające dane na temat działań konkurencji. Na tej podstawie firmy opracowują swoją ofertę – tzw. EVP (Employer Value Proposition), by przyciągnąć i zatrzymać tych odpowiednich pracowników, co już bardzo przypomina USP (Unique Selling Proposition) stosowaną przez marketerów w komunikacji z konsumentami. I tu właśnie jest pole do popisu dla działań employer brandingowych.

Jak sama nazwa wskazuje, ich celem jest zbudowanie marki, co nierozerwalnie oznacza zbudowanie więzi między pracownikami i pracodawcą, ale również więzi z kandydatami i liderami opinii, ze zdaniem których liczy się rynek pracy. Bo gdy mówimy o więzi to i o dwustronnej komunikacji (dialogu). A w tym zakresie obowiązują pewne zasady, które najpierw zostały przetestowane wśród konsumentów: nie wolno nikogo wprowadzać w błąd, odnosić się do innych z szacunkiem i dotrzymywać danego słowa.

Uważam, że brand managerem marki pracodawcy jest zawsze szef firmy (TUTAJ – więcej o tym piszę), ale w zespole doradców zawsze jest przedstawiciel HR-u, marketingu i komunikacji biznesowej / korporacyjnej. Zatem przed HR-owcami stoją nowe wyzwania – bycie HR Business Partnerem i zdobycie szerszej wiedzy biznesowej, rozumienie brutalnych praw rynku i walki o przewagę konkurencyjną. W praktyce oznacza to również, że HR-owcy zdobywają wiedzę z innych dziedzin: finansów, sprzedaży, logistyki, marketingu i PR-u.

Podporządkowanie całej firmy idei HR business partneringu nierozerwalnie łączy się z budowaniem marki korporacyjnej, dla wielu utożsamianej również z marką pracodawcy. Skoro markę firmy budują wszyscy pracownicy, a to wynika z business partneringu, wszyscy muszą mieć też świadomość zadań z tym związanych. Budowanie marki to proces długotrwały, a wysiłki te można przekreślić jednym nieodpowiedzialnym ruchem, wypowiedzią, zachowaniem. System zakazów i nakazów, choć nadal lubiany przez szefów autokratów, nie ma racji bytu.

Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje słowa i zachowania. Konsumenci chcą wierzyć w słowa obietnicy składane przez zarząd (wizja i misja) i konfrontują z tym jak zachowują się pracownicy na co dzień. Pracownicy zaś czerpią swoje wzorce częściej z zachowań swoich przełożonych, niż z firmowej deklaracji wartości.  Natomiast pracodawcy na swoich stronach internetowych podkreślają, że pracownicy to najcenniejszy kapitał organizacji, pod warunkiem, że pracownicy faktycznie zachowują się odpowiedzialnie. Kłopoty pojawiają się wtedy, gdy jest rozdźwięk.

Polecam:

Employer branding w Polsce i na świecie – perspektywa 15 lat

Od marki pracodawcy ku marce pracodawcy z wyboru

Od marki pracodawcy ku marce pracodawcy z wyboru

Oto skrót mojego artykułu opublikowanego na łamach styczniowego numeru miesięcznika Personel Plus (01/2015), który omawia dwa podejścia do kwestii employer brandingu.

Od marki pracodawcy ku marce pracodawcy z wyboru

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jakie są dwa różne podejścia budowania marki pracodawcy oraz czym się one różnią
  • czy można pogodzić te dwa podejścia i stworzyć model zintegrowany

Odpowiedzią na wyzwania współczesnego świata są działania związane z budowaniem marki:

  • działania employer brandingowe / podejście outside-in
  • działania employee brandingowe / podejście inside-out

Podejście employer brandingowe: marka pracodawcy

Każdej firmie zależy na pozyskaniu jak najszerszego grona zadowolonych konsumentów. Ci niezadowoleni nie tylko nie ponowią zakupu, lecz także mogą podzielić się negatywną opinią w mediach społecznościowych. Wiele zależy od pracowników obsługi klienta, jak również od pracowników tzw. działów wsparcia.

Firmy podejmują wysiłki i nie szczędzą środków na szkolenia, gdyż zależy im na wypracowaniu jak najwyższych standardów obsługi. Jednak mimo tak wielkich starań, nie każdy pracownik się sprawdzi. A firmie zależy na pozyskaniu tych właściwych, którzy będą demonstrować właściwe (dla danej firmy) zachowania.

Świadome tych reguł organizacje czerpią sprawdzone wzory właśnie z marketingu i dążą do zbudowania trwałej przewagi w postaci marki pracodawcy.

Podejmowane wysiłki mają na celu zbudowanie więzi między pracodawca i pracownikami, a sednem jest wypełnienie obietnicy pracodawcy (czyli wypełnienie propozycji EVP – TUTAJ znajdziesz więcej informacji).

Różni autorzy stosują różne określenia:

  • brand promise / Graeme Martin
  • employer brand proposition / Richard Mosley

ale wiadomo, że chodzi o to samo, by pokazać dlaczego dana organizacja jest interesującym miejscem pracy.

EVP ma wiele wspólnego z USP, CVP. Jest bowiem zbiorem unikalnych atrybutów wyróżniających markę pracodawcy spośród innych na rynku pracy.

Marka jest budowana po to, by wyróżnić firmę spośród wielu innych i przyciągnąć właściwych pracowników.

Podejście takie można nazwać outsiderów-in, gdyż kluczową rolę odgrywają tu czynniki zewnętrzne: sprostanie rosnącym wymaganiom rynkowym oraz konieczność wyróżnienia się.

Oczywiście propozycja EVP dla poszczególnych firm musi być inna, obejmuje zarówno:

  • atrybuty twarde jak pakiet wynagrodzeń, benefity pozapłacowe, ścieżki rozwoju
  • atrybuty miękkie, emocjonalne jak wartości firmowe, atmosfera pracy, klimat organizacyjny, w tym relacje z innymi osobami w firmie.

Podejście employee brandingowe: marka pracodawcy z wyboru

Są organizacje, których pracownicy są ich naturalnymi ambasadorami. Identyfikują się z firmą, są z niej dumni i są lojalni względem niej. W takich sytuacjach mówimy o marce pracodawcy z wyboru, a doniosła rolę odgrywa to co jest jej spoiwem czyli kultura organizacji, przede wszystkim system wartości i norm.

Wartości determinują postawy i zachowania zarówno menedżerów, jak i pracowników. Mają wpływ na wypełnienie kontraktu psychologicznego, niepisanej umowy obejmującej oczekiwania pracodawcy i pracowników.

Liczy się konsekwencja i spójność. To co firma obiecuje, faktycznie robi.

Doniosła rolę odgrywa dwustronna komunikacja. Lojalność oparta jest na szacunku i zaufaniu. Często prowadzi do ponoszenia coraz większej odpowiedzialności. Firmie zależy na zatrzymaniu pracownika jak najdłużej.

Wąskim gardłem firmy bywa niska rozpoznawalność marki, co sprawia, że niekiedy pracownicy pomimo tego, ze są zadowoleni z pracy i z pracodawcy, poszukują nowych wyzwań i odchodzą do firm bardziej rozpoznawalnych.

Podejście zintegrowane

Dlatego w praktyce warto połączyć oba podejścia, czyli:

  • zadbać o rzeczywistą więź miedzy pracodawcą i pracownikami, opartą na kulturze organizacji i internalizacji wartości przez pracowników
  • zadbać o wyróżnialności firmy, poprzez opracowanie propozycji EVP
  • skupić się na komunikacji zewnętrznej i wewnętrznej – tłumacząc kandydatom i pracownikom jak firma działa, co jest jest wizją, systemem wartości

 

W 2019 roku ten temat kontynuowałam, przeczytaj artykuły:

4 sposoby budowania marki pracodawcy

Nowy model marki pracodawcy

 

Julita Dąbrowska

Julita Dąbrowska

Autorka bloga, na co dzień pomaga firmom budować marki korporacyjne i marki pracodawców (współpraca ad hoc oraz współpraca projektowa). Punktem wyjścia jest odkrycie czym dana organizacja wyróżnia się od innych. W tym celu prowadzi badania jakościowe i ilościowe, przeprowadza diagnozę organizacji na podstawie już pozyskanych informacji i raportów, pomaga w opracowywaniu i weryfikacji strategii marki i strategii komunikacji marki. Szkoli dzieląc się swoją wiedzą na blogu, na łamach książek i e-booków, w trakcie szkoleń stacjonarnych i online, 

Budowanie marki pracodawcy to odpowiedź na wyzwania HR

W 2015 roku – orientacja na ludzi

Orientacja na ludzi!

Od kilku lat zmieniają się oczekiwania zarówno pracodawców, jak i pracobiorców.

Nietrafione, czy kontrowersyjne decyzje są szybko nagłaśniane, a błędy bezlitośnie wytykane. Rośnie świadomość zmian, ale nie zmienia się to, że pracobiorcy nie mogą funkcjonować bez pracodawców.

Za to bardzo szybko zmienia się charakter tej relacji. Coraz częściej i coraz głośniej mówi się o obopólnym szacunku.

Żądamy od innych szacunku. Więcej szacunku, uznania czy wsparcia. Ale zanim zaczniemy od innych czegoś oczekiwać, lepiej zacząć od siebie. Badania firmy AON Hewitt za 2014 roku pokazują, że Polacy niezależnie od grupy wiekowej najbardziej sobie cenią – orientację na ludzi. To jest magnes przyciągający pracowników do firm, spoiwo dobrych relacji – ale i dobrych wyników finansowych w firmie.

Kultura szacunku to pierwszy warunek firmy zorientowanej na ludzi. Dotyczy każdej osoby w firmie, niezależnie od pozycji, doświadczenia. I jest niezwykle wrażliwa na zmiany. Agresja budzi agresję i niszczy dobre relacje.

 

Podejście H2H

To pojęcie zostało wprowadzone w 2017 roku przez autora książki „There is no B2B and B2C: It’s Human to Human #H2H” Bryana Kramera (napisał też książkę Sharelogoly – sprawdź recenzję). Autor analizuje aktualne relacje w organizacjach i dochodzi do wniosku, że każda relacja biznesowa to relacja człowieka do człowieka czyli human to human, #H2H.

Oto opis z okładki książki: 

Bryan bada wiele aspektów tego, dlaczego i jak należy dostosować dzisiejszą komunikację, aby nadążyć za naszym stale ewoluującym i szybko zmieniającym się światem społecznym i cyfrowym. Poprzez anegdoty z własnych doświadczeń jako prezesa firmy marketingowej z Doliny Krzemowej, inspiruje zarówno nowe sposoby znajdowania podobieństw w naszym człowieczeństwie, jak i praktyczne narzędzia, które pozwalają znów myśleć jak marketingowiec. W szczególności dowiesz się: – Czterech zasad kontekstu społecznego – Jak budowanie sensoryczne człowieka uczyni cię lepszym marketerem – Sekrety tworzenia pomysłów godnych tłumu, z przykładami z prawdziwego świata – Jak być „cudownie destrukcyjnym” – Wgląd w budowanie biznes społecznościowy — co to znaczy mieć „Focker Moment” i dlaczego należy je świętować.