Jak ustrzec się przed nieetycznym działaniem rekruterów?

Jak ustrzec się przed nieetycznym działaniem rekruterów?

Nieetyczne działania rekruterów

Firmy promują siebie na rynku pracy prowadząc coraz bardziej intensywne działania employer brandingowe. Coraz częściej też deklarują, że działają zgodnie z kodeksami postępowania oraz kodeksami etycznymi.

Jednak czy o tych zasadach pamiętają rekruterzy, którzy przecież są pierwszym kontaktem kandydata z nową firmą? Mam wątpliwości. Rynek reklamy już wiele lat temu uregulował tę kwestię. Konsumenci, którzy uważają, że reklama wprowadza go w błąd może zwrócić się do Rady Etyki Reklamy, do UOKiK lub w inny sposób na mocy dyrektywy unijnej bronić swoich praw. W uzasadnionych przypadkach kary liczone są w milionach złotych.

Na początku trzeba zadać sobie, może już retoryczne pytanie, czy rekruterzy zdają sobie sprawę jak ważną rolę odgrywają w reprezentowaniu firmy? Czy, aby zwrócić uwagę kandydata są gotowi zniekształcać, podkolorować przekazywane informacje, a nawet stosować komunikaty podprogowe. Czy gotowi są obiecać wiele, byle tylko zainteresować dobrego kandydata ofertą pracy, nawet wiedząc, że dotrzymanie obietnicy nie jest możliwe?

Cała prawda o ogłoszeniach rekrutacyjnych

Gdyby zakryć logo i nazwę firmy na ogłoszeniu rekrutacyjnym, to okazałoby się, że publikowana treść jest nudna i wręcz standardowa, powtarzana w 90 proc. przypadków. Pracodawca pisze o sobie, że jest liderem lub wiodącym graczem w danej kategorii rynkowej, laureatem wielu nagród za jakość usług i produktów i poszukuje kandydatów. Dalej następuje wyliczanka jakie umiejętności są poszukiwane u kandydata oraz kolejna wyliczanka co firma obiecuje. I tu pojawia się pytanie – co takiego unikalnego o pracodawcy przekazano w danym ogłoszeniu. Nic. Za to jest wiele ogólnych stwierdzeń, co do których można mieć pytanie – proszę podać więcej informacji, bo mam wątpliwości.

To są tylko słowa, ale słowa mają moc i zmieniają sens naszego istnienia. Z szacunku do słowa i do drugiego człowieka musimy ponosić odpowiedzialność za niedotrzymane obietnice lub obietnice na wyrost.

Co oznacza stwierdzenie „atrakcyjne wynagrodzenie”? Użycie słowa „atrakcyjne” ma sens wtedy, kiedy wynagrodzenie jest znacznie wyższe (np. dwukrotność) niż oferowane w branży, połączone z dobrze płatnym trzymiesięcznym urlopem. Nie powinno być używane jeśli dotyczy to stanowisk np. w dziale sprzedaży, w których wynagrodzenie uzależnione jest od prowizji od sprzedaży a tzw. podstawa wynagrodzenia jest minimalna. Słowo „atrakcyjne” stało się wytrychem reklamowym i nic nie wnosi do treści ogłoszenia.

Podobnie jest z benefitami. Budzą wiele emocji, szczególnie kiedy biuro zarządu znajduje się w jednej z aglomeracji a zakład produkcyjny w mniejszej miejscowości. Korzystanie z kart wstępu na obiekty sportowe jest utrudnione, albo ich po prostu nie ma, albo są czynne w godzinach 08.00-14.00 kiedy większość pracowników jest w pracy. Tak jest z boiskami szkolnymi, pływalniami otwartymi w godzinach pracy szkoły. Dlatego warto szerzej opisać jakie faktycznie benefity oferuje pracodawca. Jeśli podrążyć temat dalej okaże się, ze są różnice w zakresie benefitów dla pracowników biurowych i produkcyjnych. A przecież firmom zależy by wszystkich pracowników traktować równo.

Najwięcej jednak obiekcji budzi zapis – „możliwość rozwoju zawodowego, praca w firmie prężnie się rozwijającej”. Czy to jedynie slogan, czy też prawda? Przecież coraz więcej firm ma tzw. spłaszczoną strukturę organizacyjną, a awans jest możliwy dopiero wtedy, kiedy menedżer sam zostanie przesunięty na wyższą pozycję. Czy rozwój zawodowy to jedynie nabycie nowych umiejętności związanych z wykonywaniem codziennych obowiązków?

Rozmowy z rekruterami

Często porównuję pracę rekruterów do pracy konsulów i ambasadorów. Mają godnie reprezentować interesy swojego pracodawcy, być dobrze zorientowani w temacie i dobrze przygotowani do rozmowy z kandydatami. Z tym jednak bywa różnie.

Przedstawiając swojego pracodawcę mówią ogólnikami, jakby byli znużeni, że po raz kolejny muszą o tym opowiadać. A prawda jest taka, że rozmowy rekrutacyjne to rozmowy o sprzedaży – czasami jedyna szansa, by opowiedzieć o tym jakie ciekawe rzeczy tworzy się w danej firmie, po co firma istnieje i jakie dobra oferuje społeczeństwu. Każda praca ma sens, ale trzeba umieć go przedstawić. Jeżeli rekrutera nudzi powtarzanie tych informacji, lepiej by tego nie robił, bo szkodzi firmie na rzecz, której pracuje. Emocji nie oszuka się – łatwo wyczuć brak autentycznego zainteresowania – a jeżeli rekruter nie zachęci kandydata do swojej firmy, to dlaczego oczekuje się że to kandydat ma być gejzerem dobrej energii?

Co naprawdę mówią rekruterzy o swoim pracodawcy? Gdyby posłuchać z boku, to same superlatywy, firma rozwija się, szuka pracowników. Często mówi się tylko o plusach, minusy pomija milczeniem. A przecież każda praca to efekt dopasowania organizacji i kandydata. Jeśli rekruter specjalnie pomija pewne aspekty związane z pracą w danej firmie, to działa nie fair. Prawda i tak wyjdzie na jaw. Często oczekuje się, że kandydat czyta między wierszami.

Na pytanie na czym polegają „możliwości rozwoju zawodowego” rekruterzy opowiadają o programach dla wybranych (czyli o talentach) lub o szkoleniach w ogóle (pomijając fakt, że firmy najpierw inwestują w szkolenia certyfikacyjne czyli obowiązkowe, a dopiero później w szkolenia dodatkowe, miękkie – a i te są nierealizowane jeśli brakuje funduszy w kasie firmy).

W wielu firmach prowadzone są oceny okresowe, a niektóre z nich (te międzynarodowe) zwalniają 5-10 proc. swoich najgorzej ocenianych pracowników (co wynika z oceny zgodnie z tzw. rozkładem normalnym).

Dlaczego tak rzadko rekruterzy mówią o pracy pod presją czasu, o braku swobody w planowaniu urlopów. Dlaczego rekruterzy nie potrafią podjąć rozmowy na trudniejsze tematy – jakim człowiekiem jest potencjalny przełożony? Jaki jest jego styl zarządzania? Ile prawdy jest w anonimowych postach publikowanych w serwisach internetowych oceniających pracodawców? Czy i na jakich zasadach można liczyć na podwyżkę wynagrodzenia? Co to znaczy przyjazna atmosfera pracy? Co to znaczy praca w młodym zespole i czy to już nie element dyskryminacji?

By zachęcić kandydatów do aplikowania, niektórzy rekruterzy gotowi są mijać się z prawdą, lub troszkę podkolorować rzeczywistość. Takie zachowanie jest naganne. A kłamstwo ma krótkie nogi.

Dlatego dobrze jest raz jeszcze przypomnieć wszystkim rekruterom, że jeśli faktycznie chcą budować markę swojego pracodawcy to muszą działać etycznie, czyli przekazywać informacje w sposób odpowiedzialny, zgodnie z prawdą, zgodnie z prawem, pokazując zarówno plusy jak i minusy oferty pracy. Wprowadzanie w błąd kandydatów jest działaniem niezgodnym z prawem. Może kosztować firmę utratę dobrego imienia, ale i narazić na kary finansowe.

Artykuł ukazał się pierwotnie w serwisie kariera.pl, 14.2.2017. 

Troszkę inny film korporacyjny

Troszkę inny film korporacyjny

Catvertising – troszkę inny film korporacyjny 

Pewna kanadyjska agencja reklamowa – John St., której biuro mieści się w Toronto wpadła na interesujący pomysł stworzenia filmu korporacyjnego. Zauważyli, że w mediach społecznościowych niezwykłą popularność zdobywają zdjęcia i filmy z kotami. Łatwo przyciągają uwagę i wywołują uśmiech internautów. Nawet bez wnikliwych badań marketingowych wiadomo, że społeczność miłośników kotów na świecie jest ogromna. Zatem warto stworzyć coś, a konkretnie film korporacyjny, który wykorzystuje ten trend. Tak też się stało, wyprodukowali własny film, który nosi tytuł „Catvertising”.

Moim zdaniem to świetny film korporacyjny, ponieważ:

  • od agencji reklamowej oczekujemy kreatywnego, niespotykanego podejścia do zadania. Pomysł musi być nośny, by mógł przebić się w gąszczu informacji. Agencja ma się wyróżniać.
  • w spocie występują szefowie, dyrektorzy kreatywni i pracownicy agencji, którzy pokazują jak wygląda ich biuro, a także jak dobrze rozumieją się ze sobą. Wyprodukowanie takiego filmu wymaga, by wszyscy uczestnicy dobrze się z tym czuli. Są autentycznie nakręceni.
  • spot ma zachęcać kandydatów i potencjalnych klientów, by zechcieli się skontaktować. Ale najpierw trzeba dotrzeć do odpowiednio szerokiego grona odbiorców. Liczba wyświetleń – 2,4 mln – moim zdaniem spełnia ten warunek.

Jestem pewna, że wszyscy zainteresowani postąpili podobnie jak ja – odnaleźli stronę internetową agencji, by uzyskać więcej informacji. Oto ona.

3 pytania do Marty Gochnio

3 pytania do Marty Gochnio

3 pytania do Marty Gochnio

Rozmawiam z Martą Gochnio – HR-owcem, który zdobywał doświadczenie  w międzynarodowych korporacjach, psychologiem, konsultantem, trenerem, coachem ICC, a obecnie dyrektorem ds. programowych w firmie Future Centre Training Corporation.

JD: Przez kilka lat pracowała Pani w działach HR dużych korporacji, a następnie w firmach doradczych. Jak Pani zdaniem zmienia się rynek HR-owców w Polsce i jak zmieniają się wyzwania, przez którymi stoją HR-owcy?
 
MG: To, co kryje się pod hasłem „HR” w Polsce to obszar nadal bardzo zróżnicowany. Począwszy od międzynarodowych korporacji, które zaczęły zarządzać zasobami ludzkimi kilka dekad temu i wdrażają w swoich polskich siedzibach coraz to nowsze światowe trendy HR, przez nasze rodzime, świadome potrzeb pracowników firmy tworzące własne lub oparte na benchmarkach rozwiązania, aż po organizacje odkrywające dopiero, że ich kadra potrzebuje większego wsparcia niż tylko obsługa kadrowo-płacowa. Jednakże to, co mogłabym wskazać obecnie jako główne wyzwania HR wynika oczywiście z coraz większej dynamiki rynku i przemian społeczno-technologicznych. Kilkanaście lat temu kluczowe dla wielu jednostek odpowiedzialnych za zarządzanie zasobami ludzkimi było zbudowanie metodologicznie poprawnych, „oprocedurowanych” procesów takich jak: ocena okresowa, szkolenia, rekrutacja i selekcja, kultura organizacyjna, zarządzanie talentami. Często w związku ze specyficzną strategią organizacyjną firmy, miałam wątpliwości czy dany proces HR jest w ogóle potrzebny. Ale to były czasy, kiedy każda „nowoczesna” organizacja powinna wdrożyć wszystkie zaawansowane rozwiązania zarządzania zasobami ludzkimi. Robiliśmy piękne wielostronnicowe podręczniki i modele, z których mało kto w organizacji miał czas skorzystać. Na szczęście obecnie wszyscy mocniej stawiamy na kryteria efektywnościowe i wsłuchujemy się uważnie w potrzeby pracowników. Jest coraz mniej „sztuki dla sztuki”. Ponadto dostrzegliśmy w końcu, iż procesy zarządzania zasobami ludzkimi przenikają się wzajemnie na różnych płaszczyznach. Dlatego też nie ma sensu dzielenie ich na kawałki i wyznaczanie osoby lub zespołu dedykowanego tylko do konkretnego obszaru, bo co zrobić z Employee Experience lub najbardziej kłopotliwym Employer Brandingiem, który poza tym, że obejmuje praktycznie wszystkie procesy HR-owe, to dotyka również PR, marketingu czy też szeroko rozumianej komunikacji. Teraz największym wyzwaniem jest zatem tworzenie rozwiązań „user friendly”, realnie wzmacniających efektywność i zaangażowanie pracowników, a przede wszystkim elastycznych i możliwych do szybkich modyfikacji związanych ze zmianami zachodzącymi w organizacjach.
 
 
JD: Z zamiłowania jest Pani lingwistką. Czy sposób zarządzania ludźmi w firmach w Polsce jest inny niż zagranicą? Czy jesteśmy przygotowani na różnorodność?
 
 
MG: Zdecydowanie różnice kulturowe wpływają na sposób zarządzania organizacją. Nawet korporacje, które wdrażają te same procedury i rozwiązania w różnych krajach, zdają sobie od dawna sprawę, że nie da się w 100% ujednolicić sposobu działania. Miałam ogromną przyjemność pracować w szwedzko-szwajcarskim koncernie w Barcelonie. Często opowiadaliśmy sobie z kolegami z Hiszpanii, Finlandii, Grecji, Rumunii i Niemiec, jak bardzo różni się podejście do pracy i do zarządzania w naszych krajach. Nie ukrywam, że czasem było „gorąco”, szczególnie na styku tak różnych kultur jak fińska i hiszpańska, ale zawsze udawało nam się rozwiązać każdy problem. Najważniejsze było jednak to, jak wiele się od siebie nauczyliśmy. Wtedy naprawdę doceniłam, czym jest „różnorodność”. Myślę, że korporacje i duże firmy w Polsce oswoiły się już z wielokulturowością i wiele z nich korzysta skutecznie z posiadania międzynarodowych zespołów. Wydaje mi się jednak, że w polskiej rzeczywistości cały czas największym zagrożeniem jest autorytarny, często wręcz „siłowy” sposób zarządzania stosowany przez menedżerów. Wynika to często z faktu, że kierownikami zostają osoby nieprzygotowane do pełnienia tej funkcji lub wręcz emocjonalnie niedojrzałe, które nie umieją budować autorytetu w inny sposób. Kolejnym obszarem do dalszego doskonalenia jest też na pewno korzystanie przez organizacje w Polsce z możliwości, jakie daje różnorodność wynikająca z różnic pomiędzy płciami, pokoleniami, rodzajem wykształcenia etc. To właśnie ścieranie się opinii, światopoglądów i wiedzy podnosi poziom innowacyjności w organizacji. Jednak mimo licznych deklaracji na temat otwartości na zmiany i chęci tworzenia nowatorskich rozwiązań, wiele firm nadal tłumi wśród swoich pracowników wszelkie przejawy „inności” i kreatywności.
 
 
JD: Promuje Pani nowy cykl artykułów dedykowanych młodym HR-owcom, skąd taka inicjatywa? 
 
 
MG: Powodów jest kilka. Po pierwsze, często rozmawiam z osobami, które nagle z szefa jednostki kadrowo-płacowej muszą przekwalifikować się na „prawdziwego HR-owca”, bo takie są wymagania organizacji. Są to eksperci w obszarze tzw. „twardego zarządzania zasobami ludzkimi” i zwykle zupełnie zagubieni w tych „miękkich” procesach. Wiem, że szukają wiedzy na studiach podyplomowych, szkoleniach i konferencjach, ale chcieliśmy jako redakcja HR First Magazine wesprzeć tę grupę spójnym cyklem artykułów, które krok po kroku objaśniają poszczególne HR-owe obszary. Do tej pory skupialiśmy się na światowych trendach i najnowocześniejszych rozwiązaniach pomijając tzw. „podstawy”. Nasz magazyn trafia jednak również do osób wchodzących dopiero na rynek pracy oraz na przykład takich, które pracują w jednej organizacji ponad 15, a czasem nawet ponad 20 lat. W „Poradniku Młodego HR-owca” staramy się więc, aby każdy temat został pokazany szeroko i z różnych perspektyw, tak aby wszyscy czytelnicy, którzy na niego trafią mieli możliwość dostrzeżenia całej gamy rozwiązań i podejść do każdego zagadnienia.
 
Dziękuję za rozmowę!
Teoria szpanu

Teoria szpanu

Wracam do tej książki po kilku latach.

Teoria szpanu

 

Wciąż jest aktualna i wciąż mnie ciekawi. Tytuł trochę zaskakuje i chyba taki ma być, aby przyciągnąć szersze grono czytelników. Opowiada o zmianach jakie zaszły w człowieku od czasów jaskiniowca do nam już współczesnych. Trzeba przyznać rację autorowi, że współczesny człowiek nie przetrwałby, gdyby maszyna czasu przeniosła go o 5000 lat wstecz. Otaczamy się tak wieloma rzeczami, natomiast to czy je potrzebujemy można zakwestionować.

Kiedy rewolucja przemysłowa spowodowała, że produkty stały się masowe narodziła się idea współczesnego marketingu, którego celem jest zwrócenie uwagi klientów i nakłonienie do zakupów. Nawet ci, którzy w tej branży pracują, nie są bezbronni.

Coraz bardziej intrygujące, wykorzystujące nasze ludzkie bolączki i słabości przekazy reklamowe i marketingowe sprawiają, że coraz mnie kontrolujemy nasze budżety domowe oraz to co naprawdę chcemy kupić. W ten sposób w pogoni za modą i nowinkami technologicznymi, medycznymi, rozrywkowymi oraz żywieniowymi jako konsumenci tracimy coraz bardziej czujność i kupujemy coraz więcej, choć naprawdę tego nie potrzebujemy. Trend ten, konsumpcjonizm, jest również motorem zmian społecznych, których staramy się nie zauważać.

Jako konsumenci zależy nam na pozyskaniu nowości, za jak najniższą cenę, w jak najszybszym czasie od światowej premiery. Producenci w globalnej wiosce wykorzystując różnice w cenie pracy i surowców, produkują coraz więcej i więcej. Wolą zniszczyć produkty niż przekazać je bezpłatnie.

Książka tylko z pozoru jest łatwa i przyjemna, to wartościowa książka popularno-naukowa, dająca nam wiele do myślenia i stawiająca pytanie, czy na pewno potrzebujemy to wszystko co kupujemy. Polecam. Można czytać fragmentami.

 

Czym jest konsumpcjonizm?

To właśnie opisuje autor na łamach książki „Teoria szpanu”. Pokazuje jak wiele rzeczy kupujemy – choć nie które mamy nadal sa w dobrym stanie. Ulegamy pokusie reklamy, zachwalaniom influencerów, by mieć coraz więcej.

Z drugiej strony koncerny – modowe, kosmetyczne, samochodowe zrobią wszystko, by utrzymać ceny na jak najwyższym poziomie, kiedy nie jest to możliwe – wolą spalić, zniszczyć wyprodukowane dobra niż zgodzić się na radykalną obniżkę cen lub … ich przekazanie za darmo organizacjom NGO.

zdjęcie. wydawnictwo Prószyński

 

Polecam Twojej uwadze książki:

  • Punkt przełomowy – Malcolma Gladwella
  • Anatomię trendu – Henrika Vejlgaarda

oraz inne książki – więcej TUTAJ. 

Kolejna edycja warsztatów „Jak wyróżnić pracodawcę na rynku pracy?”

Kolejna edycja warsztatów „Jak wyróżnić pracodawcę na rynku pracy?”

W dniach 26-27 października 2017 roku w Warszawie (centrum miasta) odbędą się warsztaty dla osób zainteresowanych budowaniem strategii employer brandingowej. 

Celem warsztatów jest przekazanie praktycznej wiedzy jak zdobyć informacje o mocnych i słabych stronach organizacji, jak interpretować dostępne informacje z raportów, rozmów i obserwacji, jakie pytania należy sobie zadać, aby określić co faktycznie wyróżnia firmę spośród innych pracodawców. Zastosowana metoda warsztatowa studium przypadku gwarantuje pokazanie i przetestowanie omawianych narzędzi oraz pozwala na wymianę opinii między uczestnikami warsztatów. Warsztaty odbywają się w grupie do 10 osób i obejmują 16 godzin lekcyjnych. W trakcie zajęć uczestnicy otrzymają gotowe szablony do praktycznego zastosowania, umożliwiające przeprowadzenie diagnozy organizacji. Uczestnicy poznają autorską metodę MASTER – pomocną przy opracowywaniu i wdrażaniu strategii employer brandingowych w firmach, sprawdzoną na polskim rynku. Więcej informacji na temat tej metody można znaleźć na łamach miesięcznika „Personel i Zarządzanie” nr 5/2013 oraz w artykule. Zgłoszenia i dodatkowe informacje: link.